Czego lepiej nie mówić architektowi- 10 zdań, których nigdy nie wypowiadaj!

Czego lepiej nie mówić architektowi- 10 zdań, których nigdy nie wypowiadaj!

Praca z architektem bywa trudna, wiadomo. Sypią trudnymi zwrotami, zadają pytania, oczekują decyzji, roztaczają wizje i narażają budżet na duże straty. Artyści. I wariaci. Z takimi trzeba ostrożnie i z wyczuciem.

Jeśli zauważysz, że jego twarz nagle przybiera barwę dojrzałego buraka, a z uszu zaczyna dymić- wiedz, że popełniłeś, któryś z poniższych grzechów. Ale od dziś wszystko będzie łatwiejsze. Bo oto krótkie wytłumaczenie co myśli architekt, kiedy słyszy jeden z poniższych tekstów. I Twoje szczęście jeśli tylko pomyśli a nie powie. Bo dobry architekt to cierpliwy architekt. Albo głuchy.

1. CZY MÓGŁBYM ZOBACZYĆ PROJEKT PRZED PODPISANIEM UMOWY?

– A czy mógłbym zobaczyć przelew przed wykonaniem projektu?

2. CZY MOŻE PANI ZMIENIĆ JABŁKA NA WIZUALIZACJI NA POMARAŃCZE? MĄŻ MA UCZULENIE…

-Oczywiście. To co prawda nie ma żadnego wpływu na cały projekt i render trwał 23 godziny, ale rozumiem że trudno skupić się na kolorach ścian, meblach, rozwiązaniach, detalach, kiedy zza miski wystają znienawidzone owoce a widok za oknem nie jest DOKŁADNIE taki jak w rzeczywistości.

 

3. KUPILIŚMY JUŻ PŁYTKI DO ŁAZIENKI. CZY MOŻE PANI COŚ Z NICH ZAPROJEKTOWAĆ? BYŁA PROMOCJA, KOŃCÓWKA KOLEKCJI, DOSTALIŚMY OD ZNAJOMYCH, KTÓRYM ZOSTAŁY PO REMONCIE. DA SIĘ COŚ Z TYM ZROBIĆ?

-Tak, wywalić i zacząć od początku. Czyli od projektu.

 

4. CZY MOŻE PANI ZROBIĆ KILKA WERSJI TEJ ŁAZIENKI? BĘDZIE NAM SIĘ ŁATWIEJ ZDECYDOWAĆ.

– Czyli te dziesięć poprzednich jeszcze Państwa nie przekonała?

 

5. WSZYSTKO WYGLĄDA IDEALNIE. ALE JESZCZE TAKA JEDNA, MALUTKA ZMIANA… OBIECUJĘ, ŻE OSTATNIA!

– Obiecuję, że się popłaczę!

 

6. PAN WIESIU POWIEDZIAŁ, ŻE ON ZAWSZE KŁADZIE PŁYTKI DO SUFITU, WIĘC TROCHĘ ZMIENILIŚMY PROJEKT.

– Pan Wiesiu umie liczyć!

 

7. ZAMIAST WYNAGRODZENIA MOŻE PANI WRZUCIĆ NASZ PROJEKT DO PORTFOLIO.

– A zamiast obiadu mogę zjeść tynk ze ściany. Nie tuczy.

 

8. CHCĘ, ŻEBY MOJA ŁAZIENKA WYGLĄDAŁA DOKŁADNIE JAK NA TYM ZDJĘCIU.

– To się chyba nazywa plagiat.

 

9. PRZEMYŚLELIŚMY TO I PO TYCH WSZYSTKICH ZMIANACH CHCIELIBYŚMY WRÓCIĆ DO PIERWSZEGO POMYSŁU.

– Aha…

 

10. WIEM, ŻE JESZCZE NIE ROZMAWIALIŚMY O KUCHNI, ALE JUTRO WCHODZI HYDRAULIK. CZY MOŻE PANI PRZYGOTOWAĆ PROJEKT?

– Hmm.. jest 22:00, zaraz wyciągnę moją kryształową kulę i na 6:00 będę gotowa!

 


Jeśli Twój architekt, na którąś z poniższych uwag, z uśmiechem i spokojem niczym Mały Budda odpowiada „Nie ma problemu”- kochaj go i chwal. Jest wyjątkowy. I pamiętaj, że po nim może przyjść drugi, który po prostu wstanie i wyjdzie ;-)

A Wy co najgłupszego usłyszeliście w czasie współpracy architekt-inwestor? Czekam na Wasze komentarze ;-)


JEŚLI PODOBAŁ CI SIĘ TEN POST, UWAŻASZ ŻE BYŁ PRZYDATNY I WARTOŚCIOWY- PODZIEL SIĘ SWOJĄ OPINIĄ W KOMENTARZU I UDOSTĘPNIJ GO SWOIM ZNAJOMYM. NIECH IDZIE W ŚWIAT I ŚCIĄGNIE TU WIĘCEJ FAJNYCH LUDZI- TAKICH JAK TY!

You may also like

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Gratuluję pomysłu i dziękuję za piękny zbiór i apel!!!!
    Mnie zdarzyła się taka historia:
    „Proszę Pani to jest kuchnia do przeprojektowania . Mebli kuchennych nie chcemy wymieniać. Proszę Pani one tu stoją od 20 lat, jesteśmy do nich przywiązani! Po za tym nie stać nas na nowe. Planujemy dokupić 1 szafkę górną, żeby uzupełnić ten rząd, który już tu jest. Sprawdzaliśmy w sklepie , że są takie podobne. Po za tym trzeba schować gdzieś gazomierz. Jak to przenieść? To nie wchodzi w grę!…” Szczerze to do tej pory nie wiem czego ta pani ode mnie, jako architekta oczekiwała. Wychodząc, niestety ugryzłam się w język, bo na jego końcu miałam tej pani do przekazania, że jeśli chciała porozmawiać to od tego są księża w konfesjonale albo psycholodzy… NIE architekci!!! eh!
    Pozdrawiam i klientów „z głową na karku” życzę!!!!

  • Klient zaakceptował łazienkę, w której płytki na kawałku ściany były dobrane dokładnie pod wybarwienie forniru na szafce nad wc i szafka idealnie znikała na ścianie. Po zamontowaniu mebli wchodzę do łazienki, a szafka jest z białego lakieru. Dlaczego?! Żeby była lepiej widoczna, ta dębowa zupełnie znikała i to wygląda znacznie lepiej…

    • Podziwiam determinacje i skuteczność w sparowaniu tych dwóch elementów- to musiało być trudne! Tylko, czy w takim przypadku „klient to nasz Pan”? Jak tu się ma projekt i prawa autorskie?

      • Szafka była zrobiona, klient wniebowzięty, projekt zapłacony 100%… Co ja mogę zrobić z taką szafką? Tylko na zdjęciach z sesji poprawić ją w Photoshopie. Człowiek postawił na swoim, uznał, że ma cudnie i ja mogę z nim iść na noże, ale po co? Wiesz, trzeba być ostrożnym w kłótni z idiotą, bo najpierw Cię sprowadzi na swój poziom, a potem powali doświadczeniem. Wszystkim znajomym na bank się pochwali, że sam tę szafkę tak dopieścił, bo arch zniknął duży mebel- więc będą wiedzieli, że to nie mój pomysł :-)

  • Oj ja się ostatnio uśmiałam z tekstu klienta, najpierw przedstawiłam im pierwszą wersję projektu, po czym weszliśmy do domu i omawialiśmy poprawki, żona klienta zaproponowała przeniesienie jakiegoś mebla na drugą stronę, na co klient stwierdził ,, że żona uprościła mi 2 godziny pracy, więc należy się rabat”. Uśmiechnęłam się lekko i pozostawiłam całość bez komentarza:)

    • Następnym razem proszę zastosować cennik mechaników:
      1.Usługa normalna – CENA 100%
      2.Usługa gdy klient patrzy na pracę mechanika – DOPŁATA + 50%
      3.Usługa gdy klient patrzy na pracę mechanika i komentuje – DOPŁATA + 100%
      4.Usługa gdy klient patrzy na pracę mechanika i w dodatku wie lepiej DOPŁATA + 200%
      5.Usługa gdy klient patrzy na pracę mechanika i próbuje mu pomagać – DOPŁATA + 300 %

      • Kasowałabym dopłatę +200%. Klient zawsze wie lepiej:) A pod koniec projektu Klient często przypomina sobie że skończył studia na wydziale architektury ;)

  • Wysyłam klientce wizualizację sypialni, klimaty sensualne, promienie słońca subtelnie oświetlają łóżko z lekko pomięta pościelą
    -„Wszystko wspaniale, ale pościel łóżko proszę”
    -…

  • Co do nr 7. Być może dla niektórych inwestorów bedzie to szok ale projekt nie należy do nikogo poza jego Autorem. To, że Inwestor moze go u siebie na podwórku zrealizować to tylko odpłatna (!) zgoda autora na JEDNORAZOWA realizacje. Projekt nadal jest własnością autora i Inwestor nie moze mu zabronić umieszczania go w portfolio czy powtórnego wykorzystania gdzieś indziej. Wszelkie prawa do projektu zachowuje autor i nawet gdyby chciał to nie moze sie tych praw zrzec. Pozdrawiam!

    • Mamy rozumieć, Lolu, że do projektów architektów nie stosują się ogólne przepisy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, które dzielą prawa autorskie na osobiste (ich się zrzec nie można) i majątkowe (te można, owszem sprzedać, wymagana jest przy tym pisemna forma umowy, o ile dobrze pamiętam)? Chyba nie, i jest to po prostu kwestia umowy z Inwestorem, że jest to tylko udzielana licencja i to w takim konkretnie zakresie.

    • Lolu, kompletna nieznajomość prawa autorskiego przebija z Twojej wypowiedzi. Mylisz prawa majątkowe z osobistymi. Osobistych praw nie można się zrzec, ale majątkowe można przekazać jak najbardziej. Wszystko zależy od treści umowy z klientem. Jeśli umowa stanowić będzie, że pan X wykupuje prawa majątkowe do projektu na wyłączność, to nie możesz sprzedać tego samego projektu innej osobie. Projekt jest natomiast zawsze własnością twórcy w tym sensie, że nikt inny nie może się pod nim podpisać jako autor (nawet jeśli zawarłabyś tak stanowiącą umowę, byłaby ona nieważna). Co do portfolio, to pewnie wszystko zależy od tego, co się przez nie rozumie. Jeśli materiał graficzny do pokazywania klientom w czasie spotkania, to chyba trudno byłoby tu wprowadzać jakieś ograniczenia, problem natomiast leży w tym, że dziś portfolio to integralny element strony WWW, a to już ma znamiona publikacji. Jak widzisz więc wszystko jest kwestią treści umowy z klientem.

  • Moim ulubionym jest na pierwszym spotkaniu: Czy mogliby Państwo przygotować najpierw rysunki elektryki i hydrauliki, ponieważ za tydzień wchodzi ekipa, a kwestię aranżacji rozwiążemy w kolejnym etapie.

  • Mnie jeden klient poprosił, żebym mu NAPISAŁA esej o tym, co będę czuła wchodząc do jego mieszkania…

    Klientka zgłosiła się w ostatniej chwili przed wejściem tynkarzy, aby zrobić korektę elektryki i przyłączy oraz rozplanować funkcję w mieszkaniu – a gdy jej wymyśliłam 3 wersje, to ona powiedziała, że „nic tu innowacyjnego nie wymyśliłam i ona skorzysta z propozycji od dewelopera” – a tam blat roboczy nie przekraczał 20 cm, wszystkie sprzęty przeskalowane, byleby wydawało się że jest dużo miejsca! Do tego jeszcze jak jej w piątek wieczorem napisałam, że resztę projektu zrobię w poniedziałek i doślę na wtorek to oznajmiła, że przecież ona cały wtorek pracuje i nie będzie miała czasu na to patrzeć, więc chce mieć to na już!

    Amen!

  • Ohoho a przewody dla klienta to makaron który się wytnie rozwałkuje i powiesi na nowo za darmo. Tylko nawet kucharz sobie nie da.
    To racja ludzie potrafią .Dwie godziny wypytywania co chcą .No to masz wyobrażenie i chcesz wychodzić a tu ca_kiem co innego chcą.Oczywiście syrenke w cenie mercedesa klasy S .
    Najgorsze to są damulki ąęą i ci klienci fla których zrób im za darmo a najlepiej dopłać im .Z doborem kolorów to bym sie wnerwił to nowy projekt a ludzie myślą ,że czas pracy nad projektami jest darmowy :)

  • Podoba mi się ogromnie podejście rysunkowe do posta. Jest odpowiedzią na pokolenie Y ;] Wiadomym jest, że 80% z internautów nie czyta tylko ogląda obrazki. Podejście „demotywatora” jest ŚWIETNE – od przeczytania jednego zdania nikt jeszcze przecież nie umarł :D
    Świetne i bardzo prawdziwe ;]
    Pozdrowienia!

  • Mnie to dobijali klienci co sobie chcieli pogadać ,człowiek prawie gotowy szkic projektu ze zwymiarowaniem szczegółowym a tu w odpowiedzi od klienta słowa dziękuje my ja się chciałam dowiedzieć tylko ile to kosztuje.Zamordować to mało .Ludzie sobie nie zdają sprawy ,że można to szybciej ustalić bez projektowania itd.
    Zatem zaczęliśmy kasować za dojazd itp .Efekt taki że jechało się już do konkretnego w miare klienta. A jak ma węża w kieszeni to to żaden klient. W każdym działaniu trzeba wypracować metody działania uprzedzające głupote klienta.Powodzenia .

    • Myślę, że w życiu każdego projektanta, rzemieślnika czy artysty przychodzi taki moment kiedy mówi „dość”, traci swoje resztki wiary w ludzi i zaczyna zabezpieczać swój cenny czas w postaci brania zaliczek… Zaliczek za projekt wstępny, za wklepanie w termin, czy nawet za samo wyciągnięcie ołówka z piórnika. Także A K masz w 100% rację.

      • Najlepszym nauczycielem jest doświadczenie, ale też i słuchanie innych. Jeśli dostanie się osobiście po czterech literach to zapamięta się to na długo. Lepszą drogą, bo mniej bolesną, jest słuchanie innych co mają do powiedzenia, jak wybrnęli z historii mrożących czasem krew w architektonicznych żyłach. Niemniej części (i to sporej) kłopotów można uniknąć stosując te narzędzia, które są już dziś.

        Przy wycenie warto zaznaczyć jak wygląda sprawa zaliczek (choć lepszy jest zadatek) i w jakiej wysokości. Przynajmniej na wstępie mamy informację na ile inwestor jest zdeterminowany w swoich działaniach mających na celu nie stworzenie projektu wspólnie z nim, ale na jego realizacji.

        Warto stosować wzór umowy ze strony Warsztat Architekta. http://www.warsztatarchitekta.pl/vademecum/umowy
        Stosuję ją od pięciu lat, a konkretnie za 3 tygodnie minie rocznica jej zastosowania po raz pierwszy przeze mnie i mogę powiedzieć, że się sprawdza. Nie wymyślajmy koła, ale weźmy je ze sobą i zaprojektujmy do niego wypasioną karoserię. Poza tym umowa oraz rozmowa o niej i zapisami w niej zawartymi daje nam kolejne informacje o inwestorze. Przecież zwykle inwestor jest człowiekiem, którego wcześniej nie znaliśmy, więc dobrze jest wiedzieć z kim będzie dochodziło się do rozwiązań, które spełnią jego wymagania i będą w zgodzie z przepisami. No i najważniejsze: zabezpiecza ona interesy projektanta (m.in. bat na nie płacących inwestorów) i inwestora (m. in. bat na leniwych projektantów).

        A tak w temacie głównym, to co prawda jeszcze nie miałem okazji projektować pod kafelki, ale zdarzyło się już projektować pod zakupioną zabudowę meblową do kuchni. Cóż…

  • A ja kiedyś byłam umówiona z klientem 'deweloperem’ na rozmowę o projekcie kamienicy nad jeziorem którą to miałam dla niego wykonać. Temat omawiany telefonicznie przez 3 tygodnie. Podczas rozmowy okazało się, ze ów klient chce nie projekt a wizualizację, nie kamienicy tylko kładki i nie za pieniądze, tylko za, cytuję, 'sławę w Mragowie’! :D

  • Po zakończeniu projektu gdy doszło do dopłaty za całość klient stwierdził, że to on podejmował cały czas decyzje, więc nie wie za co ma płacić…
    Po poznaniu ceny za usługę dobierania kolorów, klient stwierdził, że pani projektantka z Poznania bierze o 50 % mniej i zażądał upustu…
    Klientka pogniewała się i zerwała umowę bo szafka w łazience ją przytłaczała – a przy omawianiu i oglądaniu wizualizacji wszystko było OK…
    Klient stwierdził, że nie będzie u mnie kupował listew przypodłogowych bo nie, jak spytałam czy przeczytał ofertę, stwierdził, że nie warto bo i tak będzie drożej niż u pana Stasia – jak ją przeczytał pytał pana Stasia dlaczego tak drogo mu sprzedał… (HAHAHAHA)
    Wchodzi klient do pracowni – (pierwsze opracowanie jest gotowe do omówienia) i od progu pyta dlaczego nic nie jest gotowe, że żadna wersja mu się nie podoba…

  • – Panie Leszku gdzie mój projekt? przecież już minął termin z umowy!
    – a to my podpisaliśmy umowę?

    Fatality.

  • Z moich doświadczen z naszym „najznamienitszym” inwestorem (kilka projektów nam zlecił) praca nad budynkiem. Masa zmian, korekt, kształtowania ostatecznego wyglądu budynku z doborem nowoczesnych materiałów, kilkanaście wizualicacji bo zawsze jest coś nie tak. Ostatecznie mamy cudo. Zatwierdzeni. Realizacja. Okazuje sie ze budynek sie nie podoba! i wogole materiały jakie zastosowalismy sa nie do przyjecia. Zastosujemy kamien na czesci elewacji……ale zeby nie było za pieknie damy to tylko na parterze i w niewielkich fragmentach, BO STRASZNIE DROGI, i najtańszy bo wie pani ile to kosztuje!
    Po jakimś czasie dostałam próbkę !
    Dopasowanie do niego elewacji jest po prostu NIEMOZLIWE na mój ostry sprzeciw usłyszałam tylko ze jak nie umiemy dobrać kolorów to co z nas za architekci i on sam to zrobi…..LEPIEJ!
    OK
    narazie nie jestesmy w stanie dyskutować….z „NAJ”

  • – Z absurdalnych korespondencji –
    1. Projekt sypialni
    – Klient: 'Nie mamy przekonania co do białej pościeli, prosilibyśmy o zamianę na jakiś bardziej praktyczny kolor’
    – Odp.: 'Wybrany kolor pościeli jest jak najbardziej świadomy. Dzięki neutralnemu kolorowi łóżko nie będzie dominantą w pomieszczeniu, a jedynie wkomponowanym delikatnie elementem. Zwłaszcza, że w tle mamy fototapetę z mocnym akcentem kolorystycznym.’
    – Klient: 'Gdzie chciałaby Pani postawić kwiaty w sypialni? (nie mamy parapetu)’
    – Odp.: 'Oczywiście, pamiętam że nie mają Państwo parapetu i też go Państwo nie uwzględniają w projekcie. Zaproponowane kwiaty przewidziane zostały na szafce nocnej, która pojawi się przy łóżku. Jeżeli będą one Państwu przeszkadzać proszę ich nie uwzględniać.’
    – Klient: 'Firma produkująca szafy na wymiar poinformowała nas, że szafa w układzie: biały lacobel – front oraz cała reszta biała nie wygląda najlepiej (prosimy o doprecyzowanie Pani rozwiązania kolorystyczno/matriałowego lub zaproponowanie inne wersji)’
    – Odp.: 'Zgodnie z moją koncepcją szafa w korpusie koloru białego oraz fronty lacobel koloru również białego, będą jak najbardziej do siebie pasowały. Wnętrze będzie jasne i przyjemne. Kolor ścian delikatne ecru , beżowe zasłony oraz podkreślająca tapeta będą stanowić jedną wspólną, wyważoną całość.’

    Powyższa korespondencja jest jeszcze lajtowa. Jednak to co otrzymałam od innego Klienta musiałam z trzy razy przeczytać czy dobrze zrozumiałam …
    – Klient: 'Mam problem z tymi fototapetami do mojego biura, bo tego budynku, który jest na zdjęciach jeszcze nie ma, więc jest to w pewnym sensie fikcja, co nawet na drugiej widać chyba. Wiec w sumie to wychodzi na fotomontaż, wiec trochę obciachowo. Wiem iż Pani upiera się przy Manhattanie, ale tam teraz stoją dźwigi (sprawdziłem), a nie ten budynek wiec się trochę boję zamawiać taki „fotoplastikon”. Mam duże opory przed zamówieniem tego.’
    – Odp.: 'Wybrana fototapeta, prócz dekoracji ściennej, miała też pełnić funkcję wizytówki Pańskiego biura. Nie chciałabym, aby wybrany motyw był dla Pana nieprzyjemną koniecznością, gdyż w zasadzie będzie też Pan, niemal codziennie, patrzył w tamtą stronę. Postaram się zaproponować coś w zamian.’
    – Klient: 'OK., to nie jest złe, i rozumiem intencje, ale jak (nie chce krakać) zanim to otworzą to się zawali lub wpadnie w to samolot, to tapeta do zerwania. Ja mam Manhattan z WTC to choć wiadomo, iż mam to zdjęcie z XX w, a tak to wizja projektanta. To jest super, bo daje przestrzeń, daje morze, daje tez efekt biznesowy, ale jesteśmy w dość złym momencie budowy tego wszystkiego….’

    W takich przypadkach zastanawiam się czy nie powinnam była studiować psychologii.
    Szkoda, że na uczelniach nie ma z takich sytuacji wykładów i ćwiczeń!

    Goosfraba ………… for U all!

  • Scenka w domu klienta:
    – W jaki sposób wyceniacie projekt?
    – Ustalamy cenę za metr kwadratowy powierzchni.
    Klient rozejrzał się po przestronnym pomieszczeniu jadalni i skonstatował:
    – No, kuchnia to rozumiem, ale tu przecież tylko stół będzie stał!
    Ręce i nogi opadają!

  • Ja nie znoszę przekonywania klientów, że to co chcą jest passe. Pojawiają się niepotrzebne dyskusje albo jakaś krępująca wisząca w powietrzu chmura niezadowolenia. Od lat stosuję praktykę wysłuchania, namalowania im ich własnej wersji. Wiem zadaję sobie dodatkowy trud ale mam czyste sumienie. Robię w sumie trzy wersje: tę ich dokładnie ich z wszelkimi błędami, w drugiej poprawiam ich wersję by uwolnić ją od absurdów ale wciąż żeby była ich i proponuję trzecią zupełnie własną, choć taką, którą jak mniemam, są w stanie zaakceptować. Więc wchodzą i rozczarowują się swoją wizją, bo choćby nie wiem jak tłumaczył, że będzie niewygodnie, ciasno, nudno, nie będzie przejścia itd to dopiero na obrazku widzą, że tak właśnie będzie. Potem więc zaskakuję ich poprawkami ale generalnie i tak nie są zachwyceni a na koniec proponuję wersję dobrze skomponowaną ledwie opartą na pierwotnych założeniach. I biorą ją jak swoją i rozkminiają szczegóły i proszą o radę, choć wszystko widać i wiadomo, że jest tam to co uważam za najlepsze ale oni muszą, coś pozmieniać, nawet wrócić do tego co było byle mieć poczucie, że sami to wymyślili….

    Moja ulubiona kategoria klienta: nie dość, że zastępują białe matowe kafle kolorowymi w połysku to jeszcze Cię proszą o doradzenie koloru bo Ty się znasz…..
    – jakimi słowami powiedzieć dostatecznie dobitnie acz w miarę grzecznie, że jakby uznawał Cię za autorytet toby kurwa wybrał białe matowe????

  • Jakie to cudne bardzo dziękuję :) bo rozbawiło mnie serdecznie. A tu z mojego podwóreczka :
    1.telefony od klientów po 22 i w niedziele od 8 rano.. ,,pani Aniu mam tylko jedno pytanko”
    2.chcielibyśmy wnętrze takie ciepłe i przytulne w beżach…jakby wszystkie inne kolory były zimne

    • Odnośnie telefonów to pamiętam sytuację, jak klient natarczywie dobijał się po 21, wysyłał SMSy w stylu „Pani Izo bardzo proszę o PILNY kontakt!!!” i gdy w końcu targana złymi przeczuciami oddzwoniłam okazało się, że musimy NATYCHMIAST zmienić kolor ściany w salonie na bardziej czekoladowy. Zaznaczam, że planowane rozpoczęcie prac w lokalu przewidziane było na za 2 miesiące ;-)

  • Widzę po komentarzach, że zasiada tu grono szyderców, najwyraźniej specjalistów w dziedzinie, a ja zapytam jako laik. Co jest dziwnego (albo śmiesznego) w pomyśle, aby architekt projektował pod potrzeby i oczekiwania klienta. Czy nie chodzi o to, aby ich wizje na końcu się spotkały? Piję tu do punktu 3 (projekt pod zakupione wcześniej kafelki). Czy nie może się zdarzyć np. tak, że klient był na fantastycznych wakacjach we Włoszech i zobaczył gdzieś takie wykończenie, a następnie sprowadził dla siebie owe kafle, a teraz chciałby, aby cały projekt zgrał się z nimi. Czy zadaniem architekta nie jest pomóc mu w tym? Kurczę, mam wrażenie, że na studiach funkcjonujecie w jakiejś odrealnionej rzeczywistości – wyraźnie artystowski klimat Wam nie służy, zwłaszcza kiedy opuszczacie mury uczelni. Na chłopski rozum architekt w swej roli zawodowej to usługodawca, rzemieślnik, a nie natchniony artysta i kreator. To nie on będzie później mieszkał w stworzonych przez siebie wnętrzach, więc jego obowiązkiem jest być elastycznym i słuchać oczekiwań klienta. Jestem z zawodu redaktorem: czy sądzicie, że moją rolą jest narzucać autorowi własne rozwiązania językowe, czy raczej powinnam wsłuchać się w jego styl i poprawiać tekst tak, aby brzmiał, jakby był w całości pisany jego ręką? Autor to mój klient – to on ma być zadowolony, nie ja. Jeśli upiera się przy swojej konstrukcji językowej – choćby mnie zęby bolały, a fraza kłuła ucho – muszę pozostawić to zgodnie z jego wolą (chyba że mowa o ewidentnych błędach ortograficznych). Tak więc więcej pokory wobec klienta życzę gronu architektonicznemu – zresztą, rzeczywistość sama to zweryfikuje. Ten, kto będzie się upierał przy swoim zamiast szukać kompromisu po prostu nie będzie miał klientów. :)